Skrót tekstu z PM nr 4/2010 (czerwiec)

linia

Dziwne czasy - Pieniądze to nie wszystko

foto Kryzys to przede wszystkim kryzys obyczajów. Często bogaci ludzie popadają w coś, co się nazywa pychą. Nie z tego powodu, że mają za dużo pieniędzy, ale dlatego, że pieniądze trzeba umieć mieć.

Co to oznacza? – zapytacie. Mniej więcej to, że aby zachować równowagę, nie da się łożyć tylko na siebie. Trzeba też dać innym. Nie chodzi tylko o pieniądze, lecz o nastrój. Ten też jest w cenie. Mając dużo pieniędzy, po prostu chciałoby się być takim, jakim było się na początku. Ale takim się być nie da. Zauważa się, że jak to mówi przysłowie, pieniądze szczęścia nie dają, ale dają pozorną władzę. Dlaczego pozorną? Ponieważ działa pod warunkiem, że się je ma. Dlatego często ludzie, którzy mają dużo pieniędzy, popadają w pychę, a ta grozi popadnięciem w tarapaty zdrowotne i rodzi się samotność. Z reguły tacy ludzie są smutni, nadęci, chcą brać wszystko siłą, a tak naprawdę są po prostu puści. Nie wiedzą, że są dalecy od szczęścia. Jedyne, co życie im da, to chwilowy zachwyt nowo kupioną rzeczą. Tak rodzi się chciwość finansowa, ale także emocjonalna. Często ktoś chciałby coś dostać za darmo. Czyli nie dając w zamian nic albo np. złość lub gniew. Są to bardzo słabe waluty. Żeby coś dać, trzeba coś mieć. I w drugą stronę – żeby coś mieć, trzeba coś dać. Pamiętajcie, nie mówię tylko o kasie. Jak już wspomniałem, ona szczęścia nie daje, ale daje możliwości rozwoju emocjonalnego, za który ludzie pieniędzmi muszą zapłacić. Oczywiście nie mówię o wszystkich. Wcześniej napisałem: pieniądze trzeba umieć mieć. A to oznacza, że być może najbardziej zgorzkniali milionerzy, którym się już żyć nie chce albo zapijają w samotności smutki, po prostu nie umieją mieć tych pieniędzy. Trzymają je w skarpecie i nie wydają ani na innych, ani na siebie. A przecież wydane pieniądze na innych to także nasze zdrowie. Bo gdy okolica zdrowa, to i my zdrowi. Oczywiście ci mniej zamożni lub mądrzejsi umieją spożytkować swoje zasoby w dużo ciekawszy sposób. Poradziliby sobie także bez nich. Od tych osób rozciąga się blask. Wielu chce się przy nim ogrzać, ale nie jest dla wszystkich.

To takie poranne przemyślenia dla tych, którzy przy kawce rano w pięknym miejscu w spokoju czytają naszą gazetkę i zastanawiają się, czy Kazanecki ma rację, czy nie. Dla mnie to nie ma znaczenia, każdy może inaczej patrzeć na pewne sprawy. Dlatego moje myśli są moje, a wasze – wasze. Jeśli się kiedyś spotkamy, być może wspólnie pofilozofujemy.

W skrócie chodziło mi o to, że gdy wstajecie lewą nogą i zastanawiacie się, czy pojechać z rodziną i przyjaciółmi na łódź, czy skorzystać z okazji zarobienia dodatkowych milionów, to według mnie lepiej jechać z bliskimi osobami i cieszyć się każdą chwilą. Kasa nie zając, nie ucieknie. A my nabierzemy nad wodą do pełna czary szczęścia, które będziemy mogli komuś dać, także za szczęście.

Stopy wody pod kilem
Dariusz Kazanecki
Redaktor Naczelny

do góry     powrót