Pierwszy w Polsce magazyn o łodziach i jachtach motorowych, skuterach wodnych,
silnikach do łodzi i narciarstwie wodnym. Ukazuje się od 2000 roku
Skrót tekstu z PM 9/2008 (listopad/grudzień)
I koło się zamyka - Zimowanie łodzi
Nie da się ukryć: mamy jesień. Niektórzy wyjęli już łodzie z wody,
innym zimna woda, chłodne poranki i wieczory nie przeszkadzają.
Muszę się przyznać, że należę do tej pierwszej grupy. Łódkę wyjmuję z wody w połowie września,
a to z trzech powodów. Pierwszy
i najważniejszy to rodzinka – lubią las
i zbieranie grzybów. Drugi to taki, że woda jest
jeszcze ciepła, temperatura powietrza też przyjazna,
więc łatwiej i przyjemniej pracuje się przy
swoim sprzęcie, aby przygotować go do zimy.
Trzeci powód jest taki, że jeśli nie zrobię porządku
ze swoją jednostką przed moimi klientami, to
znowu będę musiał ją odkuwać z lodu, jak to się
już kiedyś zdarzyło.
Co rok staram się napisać kilka zdań o przygotowaniu
sprzętu do zimowania. Sytuacja finansowa
USA przyczyniła się do sporego importu
łodzi motorowych i innego sprzętu wodnego
do Polski. Tym samym przybyło nam wielu kolegów,
którzy dzwonią i piszą, aby poradzić im,
czy przygotowywać łódź do zimy samemu, czy zlecić to fachowcowi. Wiele osób lubi pracować
przy swoich łodziach, mają odpowiedni sprzęt,
miejsce, no i umiejętności im nie brakuje. Ale
nie wszyscy są w tak dobrej sytuacji i martwią
się o swój sprzęt, bo chcą go dobrze przygotować
na zimowanie. Stąd kolejny dylemat: czy zimować
pod dachem, czy pod chmurką? Sprawa
jest oczywista – ciepły garaż to raj dla sprzętu,
ale przetransportowanie łodzi z wody do garażu
to dopiero połowa sukcesu. Co więc jeszcze
trzeba zrobić, by można było spać spokojnie, nie
martwiąc się o stan naszej jednostki?
Tekst i fot.: Witold Witkowski